sobota, 25 czerwca 2016

Lima - Pucallpa

Do Pucallpy z Limy dotrzec bardzo latwo. Wystarczy wsiasc w autobus i wysiasc po okolo 20 godzinach...   Poczatkowo długo trwa przebijanie sie przez Lime i jej biedne przedmiescia. Z okien autobusu widac przytłaczająca biedę. Wzgórza oblepiaja domki z pustakow, przykryte blachą falista, ktora obciążona kamieniami trzyma się jako tako ścian. W powietrzu i wlasciwie na wszystkim zalega pustynny pył. (Lima to drugie najsuchsze miasto swiata).

Po wyjechaniu z miasta autobus wspinal sie na olbrzymie, szare góry. Po kilku godzinach za oknem ze zdziwieniem dostrzegam sople lodu przy strumieniu a trochę dalej śnieg. Glowa trochę boli od choroby wysokosciowej, ale widoki wszystko rekompensują. Wkrótce zapada zmrok i rano budzimy się w zupelnie innej rzeczywistości. Jest juz plasko a dookola nas dużo zieleni. Za chwilę dojezdzamy do celu.



piątek, 24 czerwca 2016

IP-Lima

Nocleg: dzielnica La Perla 20Sol/ noc/os; nocleg sam w sobie był całkiem ok (jak za tą cenę),  ale nie polecamy go ze względu na dojazd do cenrum, który trwał ponad godzinę i do łatwych nie należał. Transport w Limie jest dość trudny do poznania, miasto jest bardzo duże, a autobusy nie mają nigdzie opublikowanych tras i przystanków. Co więcej nawet mieszkańcy nie orientują się dokładnie co, gdzie i skąd jeździ (info turystyczne też zresztą nie do końca). Dlatego lepiej jest mieszkać w okolicach  Metropolitano (takie metro, tylko że w formie autobusu)- ma ono dobrze wyznaczoną trasę, z której nie może zjechać i dobrze oznaczone przystanki, na których zatrzymuje się zawsze i nigdy nie zatrzymuje się między nimi. Ponadto ma wydzielony pas, więc omija straszne korki. Najpopularniejszą dzielnicą (baaardzo turystyczną,  ale przez to bezpieczną i o natężeniu dźwięku pozwalającym na rozmowę i normalne funkcjonowanie) jest Milaflores. Nie ma to nic wspólnego z prawdziwą Limą. Ale naprawdę w centrum nie da się wytrzymać dłużej niż te kilka godzin poświęconych na zwiedzanie.
Metropolitano  2,5/przejazd/os
Autobus 1,5; bus 2,0 sol, zależnie od dystansu
Obiad: 9,5 za zupę, drugie i picie (herbata/ kawa / refresco/ limoniada)
Dojazd Lima-Pucalpa: firm jest bardzo dużo, chyba wszystkie mają biura zlokalizowane w okolicy estadio nacional przy ulicy Vía Expresa. My jechalismy MOVIL BUS, bilety podstawowe kosztują 105SOL,  w promocji 75, VIP 185. W cenie 3 posiłki, droga trwa 20h, autobus odjeżdżał o 12:30.

Lima

Jedyny prosił,  żeby napisać kilka dobrych rzeczy nt Limy. To nie będzie łatwe i zmusza mnie od rozpoczęcia pisania od ogona strony...
Jedzenie mają dobre! I nie jest to wymuszony zachwyt. Szczególnie spodoba się to tym, którzy gustują w ryzykownym dla żołądka jedzeniu na ulicy. Smażona kaszanka (dobrze, ze smażona, wybiło bakterie) ze smażoną juką=maniokiem (też bezpiecznie) w bułce z dodatkiem cebulki z piekielnie ostrym aji. A to wszystko nakładane przez tłuste, brudniusienkie paluszki pani sprzedawczyni. Nie wiem, czy sanepid by to zaakceptował. Ja akceptuję! Było jeszcze kilka dobrych rzeczy, jak smażone na głębokim tłuszczu ciasto w wersji na słono lub na słodko,  a na deser: churros z nadzieniem pomarańczowym czy ryż z mleczkiem skondensowanym i kisielem z owocami. Wystarczy wyjść kilka kroków poza ścisłe centrum, żeby znaleźć tani i dobry obiad. Za 10SOL można dostać zupę  (kultowa caldo de gallina- rosół z kury, lekko zabielony z imbirem i kolendrą, lub minestrone- z dodatkiem bobu i selera naciowego), drugie danie (wybraliśmy cua cua- flaki z ziemniakami i ryżem oraz aji- potrawka z kurczaka i żółtej maziugi, której jeszcze nie udało nam  się zidentyfikować, podawana z ryżem) i coś do picia (na ciepło lub zimno). Jak ktoś jest tak czarujący, jak my, to jeszcze na koszt "restauracji" dostanie deser: flan i owoce w sosie mandarynkowym. Nie zjedliśmy wszystkiego a nam się to rzadko zdarza. Trzeba przyznać, że nie szafuja zbytnio mięsem  w potrawach, zawsze jest go bardzo mało. Ale nigdy nie wychodzi się głodnym. No i Jedyny musiał się nieźle natrudzić, żeby wcisnąć im napiwek. Zawsze wolimy dać sami coś od siebie niż jak nas na czymś próbują orżnąć...
Teraz przechodzimy do spraw mniej przyjemnych- czy w ogóle jest sens odwiedzać Limę? Jest tutaj kilka zabytków, które zabytkami nie do końca są. Bo czy dużą wartość może mieć budynek odbudowany latach 1920-1930 w stylu barokowym i rokoko? Albo podolepiane do budynków w różnych stylach mauretańskie, czarujące zresztą, balkony? W swoich rozważaniach trzeba wziąć oczywiście pod uwagę, że Lima była niszczona przez trzęsienia ziemi parokrotnie. Jakiś pomysl na miasto znaleźć więc musieli. Budynki są oczywiście poprawnie ładne i przyciągają oko, co nie jest trudne, jeśli wzniesione zostały pośród ogólnego, przez nikogo niekontrolowanego budowlanego choasu. Który oczywiście swój niekwestionowany urok ma,  trudno jednak cieszyć się nim zbyt długo  w mieście tak głośnym, jakim jest Lima, w którym ciągle otaczają Cię tłumy, trzeba pilnować dobytku, trudno zamienić ze sobą słowo i chociażby uzgodnić drogę. Jest to niestety miasto męczące, w którym trudno jest zaznać spokoju i wypocząć. Dlatego proponowanym przez nas rozwiązaniem, jeśli ktoś bardzo (ale to bardzo) chce odwiedzić Limę, jest nocleg w dzielnicy Miraflores (więcej info patrz IPP-Lima). Jest tam znacznie ciszej, bezpiecznie (są miejsca w Limie  gdzie lepiej sie nie zapuszczać) i całkiem niedaleko do oceanu.

niedziela, 19 czerwca 2016

Początki: Wroclaw - Medellin

Wyruszyliśmy!
Dzień po ostatnim egzaminie na studiach, zaspani i wyczerpani dwumiesięczną sesja, wsiedlismy do PolskiegoBusa do Pragi. Tak rozpoczęła się nasza 45 godzinna trasa Wroclaw – Medellin. Kilka godzin w autobusie, oczekiwanie na lot do Stambułu, lot, oczekiwanie na lot do Bogoty, lot i jeszcze tylko 10 godzin w autobusie. Było ciężko, ale jakoś przetrwaliśmy. W Medellin w końcu spotkaliśmy się z nasza koleżanką, która poznaliśmy na Erasmusie dwa lata wcześniej. Niespodziewanie łatwo zlapalismy z nią kontakt „na nowo”. Rozmawiało się tak, jakbyśmy nie widzieli się najwyżej tydzień.
Medellin było dla nas interesujące głównie ze względu na to, ze słyszeliśmy o nim dużo od Laury. Jest to ogromne miasto, bardzo ładnie położone wśród gór. Z lotu ptaka wygląda jakby nie mieściło się w dolinie i zalewało okoliczne zbocza. Miasto – moloch, tworzące system plątaniny ulic, ma w sobie ładne miejsca, niestety, w ogóle nie są one wyeksponowane.
Na zboczach gór utworzyły się rozlegle, źle skomunikowane z centrum dzielnice biedy. Pewnym rozwiązaniem jest Metrocable, czyli kilka linii wyciągów górskich (gondoli) które ułatwiają transport. Świetnie widać z nich miasto i biedne dzielnice, do których lepiej nie zapuszczać się samemu. Medellin miało opinie najniebezpieczniejszego miasta na świecie i, mimo że te czasy należą już do przeszłości, są w nim jeszcze miejsca, do których lepiej nie zachodzić.
Po kilku dniach, wracamy do Bogoty (tak, tak, 10 godzin...) i lecimy do Limy. Naszym celem jest peruwiańska Amazonia.