Dokładnie sobie wszystko obliczyliśmy. Planowana godzina odjazdu autobusu to 23, pewnie wyjedziemy o 24, mówią, że droga trwa 6 godzin, więc pewnie potrwa 7h. Będzie idealnie, dojedziemy do Bogoty o 7 rano, o 8 będziemy u naszego hosta z couchsurfingu. Jakie było nasze zaskoczenie, gdy autobus przyjechał o czasie. Zaskoczenie było jeszcze większe, gdy obudzono nas w autobusie, mówiąc, że jesteśmy już na miejscu, było ciemno, a nasze zegarki wskazywały 4 rano. To był ten jeden jedyny raz w historii transportu publicznego w Kolumbii, kiedy coś jechało krócej (i bardziej punktualnie) niż powinno. Ten dzień zapisze się na kartach historii kraju... Dworzec autobusowy w Bogocie, jest ponoć jednym z bardziej wydajnych dworców w Kolumbii, ale niestety nie ma na nim zbyt wielu udogodnień, żeby w ciepełku przyżulić i przeczekać. Musieliśmy zadowolić się kawałkiem podłogi i ciasno owinąć w śpiwory, żeby dotrwać to bardziej ludzkiej porannej godziny.
Bogotá jest ostatnim turystycznym celem naszej podróży. A jak nas wszyscy przed nią ostrzegali! Że transport publiczny nie działa, że powietrzem nie da się oddychać, że żyje się beznadziejnie i że brzydkie to miasto i po co tam jechać. Dokładnie to samo powiedziałabym o Warszawie, oni mówią to o Bogocie, może jakby stolice mniej zadzierały nosa, to bardziej byśmy je bardziej lubili :P Ale muszę przyznać, że Bogotá pozytywnie nas zaskoczyła. Położona na 3.000m.n.p.m, została założona tak wysoko, gdyż zauważono, że na tej wysokości nie występuje już malaria. Dolega do wysokiego pasma gorskiego, a na jednym ze szczytów wznosi się piękny, górujący nad rozlewającym się w dolinie miastem kościół. Na górskie zbocza wspina się najstarsza część Bogoty czarująca i spokojna, dolegająca do naprawdę reprezentatywnego centrum miasta. Duże place, szerokie wyłączone z ruchu ulice (powiew europejskości), ogromne neoklasycystyczne budynki. Niby nic, ale po dwóch miesiącach w Ameryce Południowej to robi wrażenie. Pomyślcie, ktoś to musiał ZAPLANOWAĆ, wybudować, dać na to kasę. Niewiarygodne! Ja nie szydzę, podobało mi się tam. Dodatkowo Bogotá ma w swoim turystycznym repertuarze kilka całkiem niezłych muzeów (Botero i złota) i parę kościołów (Santa Clara!!!). Oraz przecudny widok na 7 milionowe miasto (z przedmieściami ok 9 milionów) z okolicznych wzgórz. Tak duże miasto robi olbrzymie wrażenie. Jak opowiadaliśmy tambylcom, że mieszkamy w mieście, które ma 700 tysięcy i jest nazywane dużym miastem, to nie do końca wiedzieli jak to zinterpretować.
Dużą atrakcją i miejscem weekendowych wyjazdów jest savana bogotana, gdzie zabrał nas kolega naszego kolegi ze studiów, też lekarz. W szerokiej dolinie ciągną się liczne zielone pastwiska poprzedzielane szpalerami drzew i wypasają krowy. Widok, jak na Kolumbię, dość niespotykany, ale jak bardzo polski! Można się było poczuć prawie jak w domu. Zwiedziliśmy też małe, kolonialne miasteczko, jakby kopię wielu innych małych wiosek, które zwiedzaliśmy kilka lat temu w Hiszpanii. Tam pańskim, kolumbijskim gestem zostaliśmy zaproszeni na najlepsze i największe w naszym życiu burgery. Tak duże, że nawet Jedyny nie pokonał 600g wołowiny. A to o czymś świadczy. Wysłuchaliśmy też opowieści o tym, jak żyje się w Kolumbii, jak (nie)funkcjonuje państwo i jakim błogosławieństwem jest bycie lekarzem i pacjentem w Polsce.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autobus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autobus. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 16 sierpnia 2016
czwartek, 23 sierpnia 2012
Wielki finisz!
Ostatni dzień podróży to trasa Budapeszt – Kraków autobusem
Orangeways, tuż przed telewizorem, w którym pod rząd leciały trzy amerykańskie
komedie. Z gatunku tych najgłupszych! W Krakowie nasze wyprane mózgi odmawiały posłuszeństwa, co nie przeszkodziło nam skoczyć na chwilę na rynek. Powrót do Wrocławia
Link-busem. To śmieszne, w Polsce ludzie rozumieli co mówimy między sobą! Szok!
Trudno podsumować dwa miesiące Podróży w jednym poście. Na
pewno wiele się nauczyliśmy i inaczej patrzymy na pewne sprawy. Poznaliśmy
wiele osób, z którymi w miarę możliwości będziemy starali się trzymać kontakt.
Jestem pewien, że z niektórymi spotkamy się jeszcze kiedyś. Poza tym wielu
doświadczeń i przeżyć nie zapomnimy do końca swoich dni, to więcej niż pewne! A i ego nieco urosło... Daliśmy radę? No ba!
1 Podróż
2 kontynenty
3 morza: Bałtyckie,
Czarne, Śródziemne
4 alfabety: Gruziński, Armeński (w Ani), Grecki (np. w
Olympos), łaciński
5 rodzajów środków transportu: samolot, samochód, prom,
pociąg, ciągnik…
6 stolic: Warszawa, Ryga, Tbilisi, Sofia, Bukareszt,
Budapeszt, +5 historycznych stolic: Mtsheta, Ani, Bursa, Stambuł, Kraków
58 dni podróży
Ponad 100 złapanych samochodów + 1 traktor (autostop)
17 nowo poznanych znajomych
600km – w jedno popołudnie, nasz autostopowy rekord.
9300km przebytych drogą lądową
Subskrybuj:
Posty (Atom)





