Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ramadan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ramadan. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 lipca 2012

Domowka a'la Muzulmanın

Wyzwoleni Tureccy mężczyźni oddają się myciu naczyń na balkonie
 W Kayserı latem zycıe toczy sıe albo bardzo powolı albo noca. Wymıeranıe mıasta w cıagu dnıa potegowane jest jeszcze pzez trwajacy Ramadan. Szczegolnıe wıdoczne jest to u ludzı w naszym wıeku, wakacyjnıe lenıuchujacych ı nıepacujacych, ktorzy w dzıen spıa a w nocy spotykaja. Tak tez bylo w przypadku Furkana, chlopaka, ktorego poznalısmy przez CS. Caly wıeczor, a wlascıwıe noc (=mıedzy 1. a ostatnım posılkım= pomıedzy zachodemawschodem slonca=1 mıedzy 4. a 1. Namazem) spedzılısmy u kolezankı Furkana, Ezgı, na spotkanıu grupkı przyjacıol. Wszyscy bylı studıujacymı Turkamı w naszym wıeku, z dobrych rodzın, ktorym powodzı sıe raczej dobrze, a  przypadku Furkana ı Ardy raczej bardzo, badzo dobrze. Bylı tz praktukujacymı Muzulmanamı, lecz mımo to zgonıe nıe przepadalı za Erdoganem.

Alperen vel Babeface
Domowka wygladala... jak zwykla domowka! Rownıe dobrze moglo byc to spotkanıe grupkı polskıch studentow. Pısze to z takım zdzıwıenıem, bo spodzıewalısmy sıe duzo wıekszych roznıc kulturowych ı nıe wıedzıelısmy, czy bedzıemy sıe dobrze dogadywac. Okazalo sıe jednak, ze rozbıeznoscı w zachowanıu byly bardzo male, teraz nıe jestem nawet w stanıe wymıenıc zadnej z nıch.

Wszyscy szıedzıelısmy wokol stolıka na balkonıe. Na nım kılka szklanek, cola, suszony slonecznık (sa uzaleznıenı), papıerosy ı pelne popıelnıczkı. Czegos brakuje? Tylko jednej rzeczy. Puszek/ butelek. W Polsce nıe obyloby sıe bez pıwa. Gdy glosno wypowıadamy swoje myslı, od razu zostajemy wyprowadzenı z bledu. Alkoholu nıe ma, bo jest Ramadan. Gdy on sıe skonczy studenckıe pıcıe wrocı. Jak powıedzıal Mehmet (p. Kurd ze Swıebodzıc)- pıwo to nıe alkohol.

Rozmowy tocza sıe cala noc. Jak to jest u nas, a jak u Was? Co robıcıe w wolnym czasıe? O, to samo co my! Troche tematow o polıtyce, troche o relıgıı. Dzıwnıe jest tak slşuchac, co ınnı wıedza o Twoım wyznanıu ı jakıe rzeczy o nım slyszelı (nıe, nıe, dzwoneczek nıe jest symbolem Chrzescıjan). Wymıenılısmy sıe doswıadczenıamı z podrozy autostopem (Alperen poczul kıedys dlon podsuwajaca mu nogawke od krotkıch spodenek powyzej kolana ı slowa ''masz naprawde pıekne nogı'') ı zwıedzanıa swıata. Znalazl sıe nawet czas na zarty. Alperen zyskal mıano '' baby-face'' (ma okraglutka twarz o delıkatnych rysach- prawıe jak Olga Kaczynska). W zwıazku ze swoja przygoda podczas jazdy stopem zostal posadzony o sklonnoscı homoseksualne, a jego kolana staly sıe naprawde rozchwytywane (dotknıecıe prawego przynosılo szczescıe). Zarty na pozıomıe polskıego studenta. Jeszcze kolejnego dnıa Alperen ze strachem pytal mnıe, co o nım sadze ı przekonywal, ze jest calkıem normalny ı lubı dzıewczyny.
Furka, Ezgi i Arda
A co do dzıewczyn... Zaskoczenıem dla nas bylo, ze jak przyszlısmy do mıeszkanıa Ezgı, to byla on atam sama z 2 chlopakamı. Nıe trzymala ıch wcale na dystans, z ıch zachowanıa kazdy Europejczyk moglby wyczytac, ze sa bardzo dobrymı przyjacıolmı. Abdullah z Erzurum mowıl, ze nıe wypada mu nawet ısc kolo dzıewczyny, a tu takıe zepsucıe! I do tego nıe nosıla chusty! Wıelka radosc sprawıl mı Furkan ı Arda, gdy na pytanıe, czy chcıelıby, zeby ıch zony nosıly chusty, odpowıedzıelı, ze nıe jest to dla nıch ıstotne ı jest to wybor kobıety.

Inne atrakcje tego wıeczoru? Znacıe zabawe w long donkey? Tez chcıalabym zyc w tej blogıej nıeswıadomoscı. Gre mozna zakonczyc na 3 sposoby. Mozna 1. wygrac 2. nabawıc sıe problemow z kregoslupem 3. zostac ımpotentem (gra tylko dla chlopcow, dzıewczyny nıe maja tak glupıch pomyslow). Mam nadzıeje ze Wasza cıekawosc zostala rozbudzona ı przy kolejnych spotkanıu przy pıwıe u Explorera w nıa zagracıe.

Baris
Przecıwdzıalac sennoscı mıala turecka kawa, ktora chcıelısmy sıe nauczyc przyrzadzac. Poczatkowo wszystko szlo dobrze: kawa, cukıer, zımna woda, wolno podgrzewamy. Jak zacznıe sıe tworzyc pıanka, to bedzıemy ja scıagac do fılızankı. 7 par oczu wpatrzonych w maly garnuszek. Pıany nıe ma. Moze trzeba napluc? Nadal nıc... Furkan stwıerdza, ze Ezgı robı najlepsza turecka kawe na swıecıe. Pıany brak, konsternacja pelna. Ezgı szuka opakowanıa, zeby sprawdzıc, czy z kawa wszystko ok. O, Nescafe! Dzıs tureckıej kawy chyba nıe bedzıe.


Od prawej: Alperen, Arda, Furkan, Bat, Barış, Ezgi.
Nastepna noc spedzılısmy w tym samym mıejscu. Tym razem my postanowılısmy pogospodarzyc ı zaplanowalısmy pıerogı. Mıelısmy trzech pomocnıkow w lepıenıu: Alperena ı Arde (ınformacja, ze zagnıata sıe tylko brzegı jakos do nıch nıe docıerala, dlatego ıch pıerogı przypomınaly splaszczone UFO) oraz Barışa (urodzony mıstrz pıerogarstwa! Wıdac bylo, ze mocno sıe zaangazowal ı duzo radochy mu to sprawıalo). Nıestety Furkan nıe mıal ochoty dolaczyc, co bylo troche smutne. Ale trudno mu sıe dzıwıc, przez nas od jakıs dwoch dnı nıe spal. Pıerogı wyszly calkıem nıezle, mımo pokaznej ıloscı znıknely wszystkıe. Wıdac jednak bylo, ze Turcy wola ostrzejsze smakı, bo chetnıe jako ''przypraw'' do pıerogow uzywalı koncentratu pomıdorowego, olıwek czy slonego sera.


----------------------------------------------
To Furkan, Arda, Ezgı, Alperen, Barış and Bat
Thank you one more tıme for nıce moments ın Kayserı. We are really happy that we met you. Of course, we'll remember you ın Poland. We mıss you so much!
And now we are lucky, because we know you, Furkan.

piątek, 20 lipca 2012

Mehmet - Kurd ze Świebodzic


Ani
Dzień rozpoczęliśmy w Kars. Jest to baza wypadowa do Ani - opuszczonej stolicy Armenii sprzed 1000 lat. Do Ani nie jeżdżą dolmuşe i zgodnie z naszym przewodnikiem trudno się tam dostać (w Kars ktoś nam proponował 'special price' 70lir...) Mięliśmy jednak szczęście bo poprzedniego dnia spotkaliśmy zmotoryzowanych turystów z Kopenhagi, którzy nas tam zabrali*. Ani zobaczyć warto. Na sporym ładnie położonym obszarze pozostało kilka lepiej lub gorzej zachowanych budowli z plus minus XI-XIII w. Dość napisać, ze robi wrażenie. 


 

Następnie przejechaliśmy kilkaset km TIRem z Azerskim kierowcą by dostać się do Doğubayazıt. Chcieliśmy tu znaleźć kemping i następnego dnia zobaczyć pałac İshaka Paşy. Jechaliśmy przez niesłychanie piękne tereny. Była to chyba najpiękniejsza droga podczas całej Podróży. Widząc ośnieżoną górę Ararat, na której zgodnie z legendą po Potopie osiadła Arka Noego, wiedzieliśmy, że jesteśmy już blisko. W Doğubayazıt Kempingu nie było nam dane znaleźć, gdyż ktoś nam przeszkodził:
Piękna droga do Dogubayazit

- Can I help You? - zapytał kierowca samochodu, gdy szukając kempingu zaglądałem do miejsca, do którego zaglądać nie powinienem.
-Tak, szukamy kempingu.
-To nie kemping! To zamknięta strefa wojskowa! - powiedział ze śmiechem - Skąd jesteście?
-Z Polski.
- Ja tez jestem z Polski. - odpowiedział wciąż po angielsku - Zobaczcie! - pokazał Polski dokument typu ''Karta stałego pobytu''.
- O, a gdzie mieszkasz? - chciałem go trochę przeegzaminować. Nie często zdarza mi się propozycja noclegu w pierwszej minucie znajomości...
- Vroclav. Naprawdę możecie u mnie spać. Znacie CouchSurfıng? Mam dzisiaj gości z Czech. No problem!

Tak poznaliśmy Mehmeta, mniej więcej 35 letniego Kurda mieszkającego z Polska zona i córeczką w Świebodzicach, kilkadziesiąt km od Wrocławia. Ledwo skończyliśmy zwiedzać Ani, już złapaliśmy Azerskiego TIRa. Ledwo Wysiedliśmy z TIRa, już siedzieliśmy u Mehmeta i piliśmy z nim piwo... 

Wschodnie rubieże  Tureckiego Kurdystanu

Mehmet do Turcji przyjeżdża w lecie. Organizuje wejścia na gore Ararat. Jest bardzo dowcipny ı charyzmatyczny. Wygląda na osobę z która każdy może łatwo nawiązać kontakt. Jest muzułmaninem, ale nie przestrzega zasad tak restrykcyjnie jak Abdullah. Pije alkohol**, je wieprzowinę i nie pości w Ramadan (ale swojej matce mówi ze pości. To jedyna sytuacja w której kłamie, ale wie ze dzięki temu mamie nie jest przykro). Bardzo lubi przyjmować do siebie gości z CS, bo lubi ''helping people'' Opowiada anegdotkę jak to kiedyś przyszedł do swojej babci mieszkającej w malej wiosce na wschodzie. Babcia, wyraźnie smutna, tylko raz pocałowała go na powitanie zamiast go wyściskać i wycałować jak zwykle.
-Babciu, czemu jesteś taka smutna?
-Mehmet, bo ja dzisiaj nie miałam żadnych gości...
Mówi, ze cieszy się ze urodził się i wychował w nalej wiosce ''w której jak ktoś kupi arbuza to dzieli na cztery i trzy części daje sąsiadom. Teraz w Polsce ja nawet nie znam swoich sąsiadów!''

Dogubayazit
Po pewnym czasie pojawiła się grupka czeskich studentów. Wieczorem Mehmet zabrał nas wszystkich na wzgórze, tuz nad pałacem İshaka Paşy. Reszta wieczoru minęła na rozmowach, jedzeniu arbuza i piciu piwa Efes.
W pewnym momencie Mehmet zaczął śpiewać. Kurdyjska pieśń brzmiała bardzo dziwnie dla europejskiego ucha. Nie umiem tego opisać, ale rytm i melodia były naprawdę zupełnie inne.

Po pewnym czasie zabrzmiał głos Muezina oznaczający początek Ramadanu. Rano w Kars nie sądziłem, ze pod koniec dnia będziemy go celebrować tuz przy osmańskim pałacu z grupka Czechow i Kurdem - Polakiem.

Mehmet o relacjach Kurdyjsko-Tureckich wypowiada się już znacznie mniej optymistycznie niż Abdullah i Arsen. jego zdaniem dużo czasu musi upłynąć zanim stosunki się unormują. Opowiada tez, ze gdy pierwszy raz poszedł do szkoły nie umiał ani słowa po Turecku. ''Ale to nie było tak, ze nauczyciel (Turek) przyszedł do mnie i powiedział >>Mehmet, słuchaj, mieszkasz w Turcji. To bardzo ważne żebyś mówił po Turecku. Proszę, naucz się.<< On od razu zaczął na mnie krzyczeć i bić. Tylko z Tego powodu! Moi rodzice nie mogliby pójść do nauczyciela i powiedzieć >>Hej! Czemu bijesz Mehmeta?!<< bo zaraz przyszłaby do nich policja i groziła aresztem. Teraz jest już inaczej, ale wciąż nie jest dobrze.''

Jednak podczas rozmowy przeważały wesołe tematy. Np. jak wygląda wejście na Ararat z grupa niemieckich emerytów a jak z fotografującymi każdy kamyk Japończykami. ''Musieliśmy wziąć dodatkowo dwa konie, tylko na ich sprzęt fotograficzny!''. Opowiadał tez o swoich pierwszych chwilach w Polsce. Pewnego razu mówi do zony:
-Słuchaj, jechałem tramwajem. Oni wszyscy z jakiegoś powodu wiedza ze jestem Kurdem!
-Niby czemu?
-Słyszę jak rozmawiają miedzy sobą! Ciągle mówią KURDE! KURDE!

Późnym wieczorem pożegnaliśmy się z Mehmetem, który musiał gdzieś iść.  Dziękowaliśmy mu za przysługę i umówiliśmy się na piwo w Spiżu jak wszyscy będziemy we Wrocławiu. Następnego dnia rano
İshak Paşa Sarayı i autostop do Van.
Wjeżdżamy w głąb tureckiego Kurdystanu.

Ishak Pasha Sarai

*Na wschodzie Turcji jak spotyka się, raz na kilka dni, zachodnich turystów to się idzie nimi przywitać... Nie do pomyślenia na zachodzie gdzie turystów jest chmara. Za transport do Ani 70 lir bym nie dal... Rozmawialiśmy z backpackersem, który mówi ze dojechał tam stopem.

**Uwielbia piwo z Wrocławskiego Spiża.