Pokazywanie postów oznaczonych etykietą noclegi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą noclegi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 lipca 2016

IP-Iquitos

Dojazd z Pucallpy:
Statkiem (la lancha): firm transportowych jest kilka. Polecaną czyli najbezpieczniejszą i z flotą w najlepszym stanie jest firma Henry. Odpływa z Puerto Henry, codziennie lub co kilka dni, trzeba się pofatygować osobiście do portu, żeby poznać datę i godzinę odpłynięcia. Przybliżoną, bo zawsze może się ona opóźnić o kilka godzin, do wieczora, następnego poranka, następnego popołudnia... Najlepiej być 2-3 godz przed planowym odbiciem od brzegu,  żeby móc wybrać sobie miejsce na hamak i je sobie zająć (rozwieszajac hamak oczywiście, rezerwacji brak). Najlepsze miejsca są na drugim pokładzie (pierwszy jest towarowy, ale generalnie chodzi o to, że im niżej, tym chłodniej), i jak najbardziej z przodu (żeby było daleko od silnika). Na tym pokładzie śpi znaczna większość  podróżujących, jest tłoczno i gwarno, ale bardzo milo i można poprzyjaźnić się  z tambylcami. My polecamy wybrać sobie miejsce w jednym ze środkowych rzędów- trzeba się trochę nagimnastykowac, żeby gdziekolwiek wyjść, ale jakby ktos chciał coś ukraść to ma trudne zadanie. Niektórzy podróżni wybierają najwyższy pokład,  żeby nie być w tłumie,  jednak tam jest bardzo ciepło w ciągu dnia i dodatkowo nie da się rozmawiać z powodu pracującego silnika. Większość statkow jest 4 pokładowa, ale zdarzają się też większe. W wioskach po drodze dosiadają się nowi pasażerowie i z powodu zajętego pierwszego pokładu idą na wyższe,  więc koniec końców nawet na samej górze jest sporo ludzi. Jeszcze innym wyjściem jest wykupienie kabinki, nie orientuję się,  ile to kosztuje, ale wiem, że wtedy dostaje się własną toaletę (jest ona położona tam gdzie inne toalety, ale ta ma kłódkę) i trochę lepsze jedzenie. W kabinie w trakcie dnia robi się gorąco, więc i tak jest się zmuszonym przebywać na hamakach na najwyższym pokładzie, póki nie zajdzie słońce.
Tolalet jest około 8 do ogólnego użytku (na około godziny 150osob) każda ma prysznic (bardziej rura z kurkiem). Woda zarówno  z prysznica jak i z umywalek, to woda prosto z rzeki, może jakoś lekko przefiltrowana, ale nadal ma kolor rzeki. Lekko chłodna, ale nie lodowata, więc z kąpielą nie ma problemu. Trzeba pamiętać, żeby zęby myć wodą z butelki.
Wydawane są trzy posiłki dziennie, od pierwszego pełnego dnia po wypłynięciu. Desayuno=śniadanie 6:30- 250ml zupy mlecznej i 2 bułki, almuerzo=obiad 11:30- ryż z makaronem/ ziemniakiem z kawalkiem  kości kurczaka ( da się tam czasem znaleźć trochę mięsa) i łyżką grochu lub fasoli, cena=kolacja 17:30- rosół z makaronem/ ryżem z małym kawałkiem mięsa i gotowanym platanem. Na pokładzie jest sklepik, w którym coś tam można kupić, jakieś słodkie napoje i niewiele więcej.
Na pokład trzeba zabrać ze sobą: wodę/coś do picia i papier toaletowy. Warto zabrać też jakieś owoce i warzywa, które wytrzymają w cieple np mandarynki, pomarańcze, pomidory, papryki. Po drodze statek zatrzymuje się w około 6 wioskach. Z większości z nich na  statek przychodzą tambylcy sprzedawać grillowane ryby (1-5SOL), juanes (ryż w liściach maranta z kawałkiem kurczaka,  1SOL) owoce (arbuz, papaja, banany), porcjowane ciasta, popcorn w paczkach, chipsy z platanów (0,5SOL), napoje gazowane (2,5L, 5SOL) i wodę.
Samolot może być alternatywą dla statku. W centrum Pucallpy można znaleźć biura firm latających do Iquitos.
Nocleg: DO UZUPELNIENIA

piątek, 24 czerwca 2016

IP-Lima

Nocleg: dzielnica La Perla 20Sol/ noc/os; nocleg sam w sobie był całkiem ok (jak za tą cenę),  ale nie polecamy go ze względu na dojazd do cenrum, który trwał ponad godzinę i do łatwych nie należał. Transport w Limie jest dość trudny do poznania, miasto jest bardzo duże, a autobusy nie mają nigdzie opublikowanych tras i przystanków. Co więcej nawet mieszkańcy nie orientują się dokładnie co, gdzie i skąd jeździ (info turystyczne też zresztą nie do końca). Dlatego lepiej jest mieszkać w okolicach  Metropolitano (takie metro, tylko że w formie autobusu)- ma ono dobrze wyznaczoną trasę, z której nie może zjechać i dobrze oznaczone przystanki, na których zatrzymuje się zawsze i nigdy nie zatrzymuje się między nimi. Ponadto ma wydzielony pas, więc omija straszne korki. Najpopularniejszą dzielnicą (baaardzo turystyczną,  ale przez to bezpieczną i o natężeniu dźwięku pozwalającym na rozmowę i normalne funkcjonowanie) jest Milaflores. Nie ma to nic wspólnego z prawdziwą Limą. Ale naprawdę w centrum nie da się wytrzymać dłużej niż te kilka godzin poświęconych na zwiedzanie.
Metropolitano  2,5/przejazd/os
Autobus 1,5; bus 2,0 sol, zależnie od dystansu
Obiad: 9,5 za zupę, drugie i picie (herbata/ kawa / refresco/ limoniada)
Dojazd Lima-Pucalpa: firm jest bardzo dużo, chyba wszystkie mają biura zlokalizowane w okolicy estadio nacional przy ulicy Vía Expresa. My jechalismy MOVIL BUS, bilety podstawowe kosztują 105SOL,  w promocji 75, VIP 185. W cenie 3 posiłki, droga trwa 20h, autobus odjeżdżał o 12:30.

sobota, 11 sierpnia 2012

Przez Bursę do Eskisehir


Stare miasto w Bursie
Po pożegnaniu z Birkanem ruszyliśmy w dalszą drogę. Zamierzaliśmy pojechać do Eskisehir, żeby spotkać się z Furkanem, naszym znajomym z Kayseri, który odwiedzał swojego kolegę. Wcześniej jednak chcieliśmy poświęcić około pół dnia na zwiedzanie Bursy. Podczas tej podróży, miało miejsce ciekawe zdarzenie. Otóż siedzieliśmy w TIRze, którego kierowca nie jechał do Bursy, tylko kawałek w jej stronę. Nagle, na czerwonym świetle na skrzyżowaniu, wychylił się przez okno, grzecznie przywitał się z kierowcą sąsiedniej ciężarówki (Salamaleikum Efendim) i… załatwił nam bezpośredni transport!
Jako, że droga była długa, tuż przed Bursą urządziliśmy sobie nocleg nad jeziorem. Było to dla nas szczególnie miłe miejsce, bo po raz pierwszy od miesiąca leżeliśmy na soczyście zielonej trawie, pod normalnym, liściastym drzewem!
W Bursie można by spędzić więcej niż na to przeznaczyliśmy, ale czas nas powolutku zaczynał gonić. W dawnej stolicy Imperium Osmańskiego jest kilka ładnych meczetów, autentyczny bazar i pewnie wiele innych rzeczy, których nie zdążyliśmy zobaczyć. Bursa nie jest „nasączona” turystami, gdyż większość wycieczek przyjeżdża tutaj na jeden dzień ze Stambułu. Zabytki do tych w Stambule zupełnie się nie umywają, ale bazar jest bardziej autentyczny. Po wydostaniu się z Bursy i długiej drodze do Eskisehir, pokonanej z dwoma panami TIRowcami, którzy co rusz się zatrzymywali. A to żeby kupić owoce a to żeby napić się herbatki. Za każdym razem żartowali sobie i przedrzeźniali jak mali chłopcy.
Furkan i Akif
W Eskisehir miło spędziliśmy czas z Furkanem i Akifem. Jako, że w tym studenckim mieście, słynącym z wydobywania Mershaum, tzw. Pianki Morskiej niema nic szczególnie ciekawego, mieliśmy dużo czasu na rozmowy. Akif pochodzi z Kayseri, gdzie chodził do szkoły z Furkanem. Jest religijny. Chętnie opowiadał nam o islamie i odpowiadał na nasze pytania.  Pokazał nam Koran i opisał co znajduje się w kilku surach. Na pamiątkę dostałem od niego Tasbih – islamski różaniec. Poruszyliśmy też kilka trudnych tematów, takich jak potencjalną przynależność Turcji do Unii, problem morderstw honorowych czy relacji Turecko-Kurdyjskich. Cieszę się, że udało nam się spotkać z Furkanem drugi raz. Zawsze wzmacnia to więzi i daje większe prawdopodobieństwo kolejnego spotkania. Furkan tak jak my, chce za rok jechać na Erasmusa do Hiszpanii, może uda nam się spotkać!

środa, 8 sierpnia 2012

Od Efezu do Izmiru

Zachodni kraniec Turcji
Z Pamukkale wydostaliśmy się prosto, łatwo i przyjemnie. Wieczorem spędziliśmy naszą ostatnią w tej Podróży noc na plaży, przy luksusowym Pamucak. Fakt, plaża przepiękna! Stojąc wieczorem nad wybrzeżem Morza Egejskiego pękałem z dumy. Przejechaliśmy stopem CAŁĄ AZJĘ MNIEJSZĄ! Od granicy z Iranem, przez południowy Kurdystan, brzeg Morza Śródziemnego aż do zachodniego krańca Turcji!
Ale to jeszcze (na szczęście!) nie koniec Podróży. Następnego dnia był Efez. Trzecia stolica Cesarstwa Rzymskiego zachowała się najlepiej ze wszystkich miejsc w których byliśmy. Niestety było drogo i tłoczno, mimo wczesnej pory zwiedzania.
Bo lubię ładny widok rano, z sypialni...
Tego samego dnia wieczorem dotarliśmy do Izmiru, z którego zostało nam wiele miłych wspomnień. Poznaliśmy tam Birkana (CauchSurfing) i jego kilku znajomych. Jest to grupka „zrelaksowanych” studentów, podchodzących do islamskich reguł dość liberalnie. Jak to powiedział Birkan: „My też celebrujemy ramadan. Codziennie go opijamy!”
Przeturystyczny Efez
Żyją we trzech w studenckim mieszkaniu i prowadzą typowo studencki tryb życia. Spędziliśmy z nimi świetny wieczór, podczas którego oprowadzili nas po studenckiej Bornovie, czyli jednym z „miast” trzy milionowego Izmiru. W nocy panuje tu naprawdę fajna atmosfera. Jest bardzo dużo ludzi a przydrożna puby i bary tętnią życiem. Zostaliśmy poczęstowani miejscowym przysmakiem – baranimi flakami, które nasi znajomi tradycyjnie jedzą po kilku piwach. Kolejnym przysmakiem, były małże z ryżem, serwowane bezpośrednio z przyczepki samochodu.
Izmir
Poza Bornovą, cały Izmir zrobił na nas przyjemne wrażenie. Nie ma tu jakiś szczególnych zabytków i miejsc, do których mogliby pielgrzymować turyści. W tym mieście o przepięknej lokalizacji wzdłuż zatoki, wartko toczy się zwyczajne, codzienne życie. Birkan mówi, że dla tego przeprowadził się do Izmiru ze Stambułu. Nie wytrzymywał problemów z komunikacją miejską i uciążliwością funkcjonowania w dwudziestomilionowym molochu. Trzy milionowe „miasteczko” jest do życia znacznie przyjemniejsze.
Od lewej: Birkan, Koray, Bilal
Birkan urodził się w Bułgarii. Jednak z pewnych powodów, prawdopodobnie jakiś szykan politycznych, Turkom w Bułgarii zaczęło powodzić się bardzo źle. W związku z tym rodzice postanowili przenieść się do Turcji. Birkan zły jest na to, że jego ojciec zrzekł się bułgarskiego obywatelstwa. „Jeśli oni nas nie chcą, to ja nie potrzebuję ich obywatelstwa” – mówił. Wkrótce po tym, Bułgaria wstąpiła do Unii Europejskiej, i Birkan miałby możliwość podróżowania po całej Europie i wielu krajach poza Europą bez wiz. Teraz, żeby wyjechać na kurs językowy na Maltę, musi wiele przedsięwziąć. Samo czekanie na decyzję zajmuje kilka miesięcy. Dochodzą dodatkowe koszta i np. problem z rezerwacją biletu lotniczego. Efekt jest taki, że niecały miesiąc przed wyjazdem, wciąż nie wie czy dostanie wizę czy nie.
Bez powyżej przedstawionych problemów, do Unii mogą wjechać Turcy posiadający specjalne paszporty. Żeby dostać taki paszport, trzeba mieć w rodzinie urzędnika państwowego, np. nauczyciela (ale tylko z długim stażem), albo pracownika ambasady. Z tego co wiem, to taki pracownik może nawet załatwić specjalny paszport dla kogoś spoza rodziny. Niestety, widać Birkan niema takich znajomości.
Ta sytuacja trochę przypomina podział na lepszych i gorszych obywateli. Ale może z czasem się to zmieni. Mam nadzieję, że z wyjazdem na międzynarodowe zawody piwne we Wrocławiu, na które się umówiliśmy, nie będzie żadnych problemów. Tak doniosły powód przecież musi wystarczyć!

wtorek, 7 sierpnia 2012

IP- Pamukkale

Bilet
20LT, cena obejmuje wapienne tarasy i Hierapolis, nie obejmuje antycznego basenu. Basen kosztuje jakoś horrendalnie dużo, nie jest zupełnie wart swojej ceny- budynek nowoczesny, sam basen też, gdzieniegdzie pozatapiali tylko stare kolumienki. Ale strój można wziąć, żeby wykąpać się w tarasach.
Nocleg
Namiot rozbity w wewnętrznym podwórku hotelu Ozbay, 15LT/namiot. Mieliśmy dostęp do łazienki i basenu. Na polu kempingowym tuż przy wejściu do tarasów chcieli najpierw 50LT, potem obniżyli do 40LT. 

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Hıstoryczne noce

Marmure Kalesi
Jeszcze przez 3 kolejne noce udawalo nam sıe nocowac w pıeknych, hıstorycznych mıejscach. Po nocy w Kıskalesı, na pıerwszy nocleg mıedzy armenskım Marmure Kalesı a morzem zdecydowalısmy sıe nıe tyle z powodu pıeknego wybrzeza ı otoczenıa, ıle z powodu zolwı. Tak, sa to okropnıe nudne stworzenıa, ale kto nıe chcıalby zobaczyc zolwıcy skladajacej jaja? Albo malych zolwıatek ucıekajacych z gnıazda do morza? Nıestety nıe kazdy moze dostapıc tego zaszczytu, a nam tym razem nıe dopısalo szczescıe. Nawet pomımo dlugıego wyczekıwanıa na plazy noca (10-12pm zolwıe skladaja jaja) ı wczesnego wstawanıa o wschodzıe slonca (ok 5am zolwıatka sıe wykluwaja).

Kolejny nocleg trafıl nam sıe w Sıde. Zgodnıe z profılem naszym studıow za kwatere wybalısmy sobıe sale na drugım pıetrze grecko- rzymskıego szpıtala z 6 wieku. Z wıdokıem na pıeknıe oswıetlony rzymskı teatr na 15tys wıdzow, oczywıscıe. Smıesznıe bylo patrzec podczas snıadanıa na zorganızowane grupy, ktore wykupıly sobıe wycıeczke pod tytulem "Sıde o poranku".
Bizantyjski szpital w Side
Ostatnı antyczny bıwak zalozylısmy na kamıenıstej plazy tuz pod muramı obronnymı lıcyjskıego Olympos. Wystarczylo rano wskoczyc do lazurowej wody, poplynac chwıle najpıerw wzdluz, potem wglab ladu, zeby moc zaczac spacer po zacıenıonych przez dzıkıe fıgowce ı oleandry ulıczkach mıasta.

W ramach umyslowego (ı fızycznego) odpoczynku od tych wszystkıch hıstorycznych mıejsc, zafundowalısmy sobıe 2 noce na Kaputaj Plaje. Jest to nıeduza, kamıenısta plaza, jedna z nıelıcznych na wybrzezu mıedzy Kaş ı Kalkan. Jest polozona mıedzy dwoma wzgorzamı. Rozcıaga sıe z nıej pıekny wıdok na mala wysepke, skalısta lınıe brzegowa ı nıewyobrazalne lazurowe morze.



piątek, 27 lipca 2012

IP- Nemrut Dagi National Park

Dojazd

Dolmus z miasta Kahta do wioski Karadut, 4LT/os. Kilometr od ostatniego w wiosce pensjonatu znajduje się budka do pobierania opłat za wstęp do Parku Narodowego. Od niej jest jeszcze 8 kilometrów na szczyt. Długo i pod górkę. Polecamy stopa.

Bilet
8LT/os, nam udało się wydębić studencki 4LT/os.
Nocleg
Tuż pod szczytem jest parking i kawiarnio-restauracja, gdzie można także wynająć pokój do spania. Można rozbić się za free, wypada zapytać o miejsce. Toaleta płatna 1LT. W sklepiku wszystko strasznie drogie.

czwartek, 26 lipca 2012

IP- Urfa

Nocleg
Hotel Ugur, adres: Koprubasi Cd. No:3, tuż obok jednego z hoteli opisanych w Lonely Planet, 40LT/pokój 2-osobowy, łazienka osobno.
Wyjazd
żeby wyjechać z miasta i móc łapać stopa w kierunku Nemrut Dagi Milli Park trzeba wziąć dolmus do Karakopru. Żeby dojść z do przystanku dolmusy z hotelu, kierujemy sie główną ulicą koło hotelu w stronę przeciwną do starego miasta i skręcamy w drugą przecznicę w prawo.
Zamek
3LT/os. Dobry punkt widokowy

poniedziałek, 23 lipca 2012

piątek, 20 lipca 2012

IP- Ishak Pasha Palace

Nocleg
W Dogubayazit u Mehmeda. Jest on użytkownikiem couchsurfing.org i hostuje wszystkich, którzy się do niego zgłoszą, przynajmniej sam tak twierdzi.
Dojazd
Z przystanku przy otogarze (otogar- dworzec autobusowy) odjeżdża dolmus pod sam pałac, wyrusza jak się zapełni. Koszt 2LT
Bilet
5LT/os

czwartek, 19 lipca 2012

IP- Ani

Nocleg
W Kars, Hotel Nur przy głównej ulicy Faikbey Cd, blisko skrzyżowania z Ataturk Cd, cena 30LT/ pokój dwuosobowy, jest WiFi, łazienka poza pokojem. Tuż obok drugi tani hotel za 40LT/ pokój 2os z łazienkami w pokojach. 
Dojazd
Proponowano nam kurs w obie strony taksówką za 70LT z czekaniem na miejscu. Dojazd autostopem jest możliwy.
Bilet
10LT
Ani można zwiedzić wirtualnie

piątek, 13 lipca 2012

IP- Swanetia

Dojazd
Koszt marszrutek: Tbilisi- Zugdidi 15GEL, Zugdidi-Mestia- miejsce w marszrutce 15GEL po stargowaniu z 20 GEL lub kierowca zaproponował kurs marszrutki za 120GEL (pojechaliśmy w 8 osób, więc wyszło po 15GEL/os). Z Mestii z okolic głównego placu do Zugdidi marszrutki odjeżdżają rano co godzinę od 7:00, po południu rzadziej.
Transport w Swanetii
Można wynająć mitsubishi/jeep za 150 GEL/4os, który dowiezie nas do Ushguli i tam na nas poczeka, żeby wrócić. Można też pogadać z kierowcą marszrutki, który będzie wiózł nas z Zugdidi do Mestii, czy nie pojechałby do Ushguli. Nam sam to zaproponował i zaproponował 200GEL (20GEL/os).
Jeśli chciałoby się wrócić z Ushguli samochodem, to najlepiej nie szukać w samym Ushguli, za wynajęcie samochodu z kierowcą zapłaci się tu 150-200GEL. Lepiej dojść do np Vichnashi, tam za wynajęcie samochodu proponowano nam już tylko 50 GEL. Po drodze można łapać wracające jeepy/mitsubishi, nam udało się taki złapać gdzieś za Vichnashi i zapłaciliśmy 10 GEL za 2 osoby. Czasem się zdarza, że jakaś marszrutka przywiezie turystów do Ushguli i ma wracać tego samego dnia niezależnie od wypełnienia, a nie wszyscy turyści wracają. W takiej marszrutce miejsce kosztuje 20GEL.
Informacja turystyczna
W Mestii otwarta 10-19
Sklepy
W Mestii jest ich dość dużo, są małe i droższe niż normalnie, konserwy osiągają niebotyczne sumy.

OPIS TRASY MESTIA - USHGULI
Trasa Mestia- Zhabeshi
W Mestii nocowaliśmy na tuż za miastem na początku szlaku prowadzącego pod lodowiec Ushby (namiot: 43° 02.950’N 042° 43.072’E). W mieście stoją tablice z mapami, dzięki nim można znaleźć drogę.
Idąc do Zhabeshi z centrum kierujemy się ulicą w stronę lotniska. Po przejściu dość nowoczesnego mostu, za posterunkiem policji, skręcamy w prawo. Idziemy cały czas drogą asfaltową, która po pewnym czasie przechodzi w szutrową, a potem w wyboisto-kamienistą. Lepiej co jakiś czas pytać się ludzi, ale zaznaczać, że chodzi o drogę turystyczną- "maszinu niet". Droga ta po dłuższym czasie będzie kończyła się jakimś gospodarstwem (posesją), której strzegą uzbrojeni po zęby żołnierze. Wtedy odbijamy w prawo ostro pod górę. Idziemy długo wydeptaną ścieżką. W okolicach rzeki niektóre ścieżki mylnie nad nią prowadzą, my kierujemy się w górę na współrzędne 43° 03.812’N 042° 46.176’E. Po przejściu przez grań widzimy dolinę z wioskami, trasa biegnie po stokach, jakoś w połowie ich wysokości. Dopiero gdy zobaczymy stację meteorologiczną strzałki szlaku kierują nas w dół do wiosek (czyli NIE należy iść dalej po stoku!). Przechodzimy przez różne wioski, później mostem na drugą stronę  rzeki i znowu wiochy. Szlak jest oznaczony beznadziejnie, pytaliśmy więc tubylców. Tuż za kościółkiem w Chvabiani mieszkańcy kierują ostro w górę na Adishi. My rozbiliśmy się tu 43° 02.394’N 042° 51.450’E.
Trasa Zhabeshi- Adishi
Droga niby jest oznaczona szlakiem, ale zgubić go tak łatwo, że bez GPSa i mapy z nim kompatybilnej (kupiliśmy taką papierową w Geolandzie) lepiej się tam nie wybierać. Nie ma trudności technicznych na trasie, ale pogoda może się nagle załamać i można się pogubić. Są oczywiście osoby, które tak idą, ale fakt że docierają do celu zawdzięczają osobom, które spotykają po drodze. Gorzej, jakby ich nie spotkały...
My zgubiliśmy szlak już na samym początku, tak przynajmniej nam się wydaje. Żeby dojść do Adishi trzeba przejść na drugą stronę pasma górskiego i dostać się do kolejnej doliny. Ta część trasy wiedzie przez pastwiska, niskie lasy i rododendronową kosodrzewinę. Przed Adishi wychodzi się na łąki, którymi ostro schodzi się w dół do doliny.
Trasa Adishi- Ushguli
Wyjście z Adishi na dalszą trasę ma współrzędne 42° 59.775’N 042° 54.912’E. Z Adishi trasa biegnie przez strumień i rzekę. Pierwszy strumień płynie tuż przy wyjściu z wioski, można przejść przez niego prawie suchą nogą (chociaż zależne jest to od opadów i temperatury). Dalej idziemy wzdłuż rzeki Adiskchala, która wypływa z lodowca. Dochodzimy do brodu o współrzędnych 42° 59.101’N 042° 58.263’E (spisane z GPSa, powinno być z dokładnością do +/- 20m. ale nie chcę za nic ręczyć), który znajduje się całkiem niedaleko lodowca Adishi. Stan wody zależny jest bardziej od temperatury niż opadów (tzn. im cieplej tym wyższy poziom rzeki), jednak na pewno nie będzie się dało przejść rzeki suchą nogą. Woda sięga do łydek- kolan, mimo że w wiosce przekonywali nas, że woda sięga piersi. Prąd jest wartki, ale spokojnie do pokonania. Można przejść w butach (tak, zamoczą się. Ale jak się jest po 2 dniach chodzenia w deszczu, to różnicy nie będzie), można na boso. Jeśli nie chce się moczyć, to w Adishi można wypożyczyć konia (wraz z Panem przewodnikiem), który pomoże przeprawić się przez rzekę. Nie ma co się pytać w wiosce, jak głęboka jest woda, bo i tak dostanie się odpowiedź, że balszoj. Tuż przy Adishi poziom rzeki jest wyższy niż przy brodzie. Po drodze mija się sporo strumieni zasilających nurt, a jako że idziemy w górę rzeki, to wody jest coraz mniej.
Po przejściu przez rzekę jest niezbyt długie podejście (ok 450m przewyższenia) (punkt na ścieżce prowadzącej w górę: 42° 59.023’N 042° 58.515’E), które prowadzi nas na grań. Nie poruszamy się w ogóle granią, przekraczamy ją (przejście Chkhunderi od czerwca do stycznia) tylko i schodzimy w dół do najbliższej doliny. Poruszając się wzdłuż rzeki i ciągle schodząc dochodzimy do Iprali.
Z Iprali do Ushguli przeszliśmy po drodze dla samochodów. Jest ponoć ścieżka w lesie, lecz bardzo trudno ją odnaleźć. Trasa zajmuje 3 godziny po płaskim z jednym ostrzejszym, ale bardzo krótkim podejściem.
Noclegi
W każdej z wiosek można znaleźć nocleg u mieszkańców. W Mestii i Ushguli (Iprali najpewniej też) można liczyć na trochę lepsze warunki, czyli łóżko i pościel. W Zhabeshi, Adishi możliwe, że nocleg to po prostu miejsce na podłodze pod dachem, jakiś materac/ mata i koc. Rozbijać się namiotem można wszędzie, lepiej trochę dalej od zabudowań. Jedyne miejsce, gdzie płaciliśmy za nocleg to było Ushguli (30GEL/os z wyżywieniem). Miejsca ani nie polecamy, ani nie odradzamy, więc nie podajemy namiarów.
Jedzenie
W cenę noclegu z reguły wliczony jest koszt wyżywienia, ale trzeba się upewnić. Ser i chleb można kupić chyba w każdej wiosce, na pewno w Adishi. Co ciekawsze, cena nie jest wygórowana, równa tej w miastach (chyba jeszcze nie rozumieją, czym jest turystyka).
Podsumowanie czasowe
Trasa rozpisana jest oficjalnie na 4 dni (M->Z, Z->A, A->I, I->U). My zrobiliśmy ją w 3 dni (M->Z 7,5h, Z->A 6h, A->U 11h). Jeśli by się uprzeć, to można ją zrobić w 2 dni, ale będzie to dość męczące. I jedzenia trzeba mieć i tak więcej, może się przydać w wypadku zgubienia drogi lub załamania pogody.
Mapa
Korzystaliśmy z bardzo dobrej mapy kupionej w Geolandzie w Tbilisi. Więcej w kolejnym poście: IP-Mapa Swanetii

czwartek, 12 lipca 2012

Ushguli

Jeśli przyjąć, że Ushguli znajduje się w Europie, jest najwyżej położoną w niej wioską (2200 mnpm).  Jest podobne do Adishi, tylko większe i jeżeli chodzi o średniowieczną architekturę, jest bardziej imponujące. Świetne miejsce dla fotografa. Ushguli, jako, że jest „naj..” jest niestety bardzo turystyczne. Codziennie przyjeżdżają tu busiki 4x4 z turystami. Jest tu około 10 muzeów etnograficznych i dużo guesthousów. Nie mniej, miejsce jest bardzo piękne i  niezwykłe. Charakterystyczne dla Swanetii kamienne wierze stoją tu niemal przy każdej zagrodzie, świnie biegają po błotnistych ścieżkach między zabudowaniami  a w oddali widać wysokie szczyty. Popularną trasą jest dojście z wioski do lodowca. Polecam jednak zamiast tego wdrapać się na któryś z okolicznych szczytów. Warunkiem czystego nieba i pięknego widoku na pobliskie pięciotysięczniki, jest wyjście bardzo wcześnie rano. Już przed południem pojawiają się chmury. My wyszliśmy o 5:30, ale można nawet później. Z tego co wiem, niema żadnego szlaku prowadzącego na szczyt. Jednak cały czas widać go przed sobą a idzie się po trawiastym zboczu, więc wejście nie powinno nastręczać trudności. Widok na potężne, ośnieżone olbrzymy w otoczeniu niższych, przesyconych zielenią szczytów jest naprawdę spektakularny i niezapomniany. Charakterystyczny krajobraz  Kaukazu Wysokiego. Piękny widok musiał rozpościerać się przed przykutym gdzieś w tych okolicach Prometeuszem…

Więcej informacji praktycznych o Swanetii w poście: IP-Swanetia 

środa, 11 lipca 2012

Adishi-Ushguli



Spaliśmy w namiocie za wioską. Śniadanie zjedliśmy w towarzystwie stada krów, które to z kolei na śniadanie najchętniej zjadłyby nasz namiot. Na szczęście jako, że zwierzęta te do najbardziej agresywnych nie należą, udawało się je przepędzać.  Dzisiaj czekała nas przeprawa przez rzekę wypływającą spod lodowca. Sytuacja jest taka, że niekiedy da się przez nią przeprawić samodzielnie, a niekiedy, gdy woda jest wyższa, trzeba użyć konia. Zależy to podobno w największej mierze od temperatury a nie od opadów. Im cieplej, tym więcej lodu i śniegu topi się i więcej wody wpływa do koryta rzeki. 
Bród
Poprzedniego dnia, gospodarz u którego kupowaliśmy chleb i ser w Adishi, proponował nam przewiezienie na koniu przez rzekę. Zapewniał, że woda jest BALSZOJ, pokazując poziom sięgający połowy piersi. Za pomoc proponował początkowo 75 a później 50 lari. Postanowiliśmy jednak sprawdzić pozom wody samemu. Do brodu szło się 1,5h w dolinie po płaskim terenie. Trzeba uważnie patrzeć na szlak, bo w pewnym momencie nagle schodzi on do koryta rzeki i wyznacza miejsce przeprawy. Bardzo łatwo przeoczyć to miejsce. 
Lodowiec Adishi w pełnej krasie
Rzekę przeszliśmy sami, bez żadnego problemu. Dałoby się nie moczyć kolan. Mięliśmy mokre buty, więc nawet ich nie zdejmowaliśmy, ale to też wchodziłoby w grę. Przydały się za to kijki trekingowe, bo mimo, że poziom wody był niski, nurt był wartki. Nawet gdy woda sięgała tylko do połowy łydki, czuć było nacisk wody i trzeba było uważać.
Tuż po tym jak się przeprawiliśmy, widzieliśmy turystów z przewodnikiem i koniem. Przewodnik zaprowadził ich do innego miejsca, gdzie było głębiej i pomoc konia rzeczywiście była niezbędna… 
W oddali osada Adishi
Oceniając wysokość wody, nie należy sugerować się poziomem tuż przy Adishi. Po drodze do brodu, mijaliśmy kilka dużych potoków zasilających rzekę. Zapewnieniom miejscowych, jak widać, też nie można wierzyć… Jednym z rozwiązań jest wziąć nr komórki od właściciela konia i zadzwonić w razie potrzeby (sami tego nie robiliśmy, ale słyszeliśmy, że ktoś tam w Adishi ma komórkę). 
Wymarła wioska w drodze do Iprali
Dalsza droga do Iprari i dalej do Ushguli jest prosta i nie nastręcza problemów. Początkowo wchodzi się na przełęcz (ostro pod górę), dalej strome zejście. Dalsza droga aż do Ushguli wiedzie drogą dostępną dla samochodów 4X4.  
 Z Adishi da się do Ushguli dojść w jeden dzień. My jednak rozbiliśmy namiot około 1-1,5h przed Ushguli. Uwaga, wcale nie jest łatwo znaleźć miejsce na namiot pomiędzy Iprari a Ushguli. Po jednej stronie drogi jest przepaść a po drugiej pionowa ściana. Dopiero blisko Ushguli jest sporo miejsca.




WSPÓŁRZĘDNE BRODU PRZY ADISHI:


42° 59.101’N 042° 58.263’E 
 (nowe współrzędne, okazało się, że poprzednie były z miejsca oddalonego o kilkadziesiąt metrów od rzeki)



Spisałem je z GPS, dokładność powinna być w granicach 20m, ale nie chcę za to ręczyć. Proszę nie ufać tym współrzędnym w 100%, tzn, rozejrzeć się przed wejściem do wody...

Więcej informacji praktycznych o Swanetii w poście: IP-Swanetia