Pokazywanie postów oznaczonych etykietą transport. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą transport. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Wywczas

Udaliśmy się na wczasy. Żeby nic-nie-robić, wygrzewać brzuchy na słońcu, kąpać się w lazurowym morzu i żeby generalnie było nam ciepło i nie śpiesznie. I to udało się nam idealnie! Tak idealnie, że chętnie zostałabym tam kilka dni dłużej.

Te kilka dni spokoju chcieliśmy spędzić na wybrzeżu Kolumbii niedaleko Panamy. Dopływa się tam około 40-50 osobowymi łodziami. Ale nie tak szybko, najpierw na tą łódź trzeba wsiąść! Łodzie wypływają z portu w Turbo. Samo miasto nie ma nic ciekawego do zaoferowania, ale czuje się w nim portowy, czysto zarobkowy, ale nieturystyczny klimat. Do nabrzeża zacumowanych jest wiele statków, po których widać, że swoje czasy świetności mają już za sobą. Mimo że kiedyś woziły tylko pasażerów, to teraz pozostało im jedynie cargo. Pokłady zarzucone są stertami platanów, drewna, wypchanych po brzegi kartonów, a rzesze ludzi, w znacznej większości potomków czarnoskórych niewolników, biegają z towarami między pokładem a podstawionymi ciężarówkami. Część pasażerska portu nie jest duża i spokojnie można ją nazwać małym piekiełkiem. Każdego ranka jest tam niewiarygodny tłum, wszyscy się przepychają, panuje ogólny chaos i dezinformacja. I to wszystko, mimo że każda osoba ma już kupione bilety i wie, że dla niej miejsca starczy! Wyglądało to, jakby firma pierwszy raz zajmowała się organizacją tego typu przedsięwzięcia i jeszcze nie wypracowała sposobu na opanowanie tłumu i kierowanie nim. Kolejnym wyzwaniem po przejściu kontroli biletowej było ważenie bagaży i płacenie za nadmiarowe kilogramy. Muszę przyznać, że jesteśmy całkiem nieźli w kłóceniu się po hiszpańsku, kiedy ktoś chce nas orżnąć. Pracownik zawołał nam prawie dwukrotnie więcej za każdy dodatkowy kilogram, a dodatkowo policzył nam więcej kilogramów niż faktycznie mieliśmy. Udało nam się zbić cenę o ponad połowę, czyli nawet poniżej ceny oficjalnej :p Niewiarygodnym jest to, że to nie tylko nas, gringo, chcieli oszukać. Oszukiwali równo wszystkich, czarnych, żółtych, Kubańczyków czy Kolumbijczyków. WSZYSTKICH!


Poupychani na ławkach jak szprotki, czuliśmy się trochę jak uchodźcy albo nielegalni emigranci chcący opuścić Kolumbię i dostać się do lepszego świata, jakim są Stany Zjednoczone (potem okazało się to prawdą, przynajmniej jeśli chodzi o większą część pasażerów naszej łodzi). Spędziliśmy 2 godziny w ślizgu, mknąc z nieprawdopodobną prędkością nawet 57 km/h! Czasem prawie że lecieliśmy w powietrzu, tylko niestety każdy "upadek" i uderzenie w fale bolało w pośladki, a posiłek pospiesznie zjedzony przed rejsem niebezpiecznie lewitował w żołądku. 3 silniki, po 250 koni mechanicznych każdy, robią swoje.

Takim sposobem dostaliśmy się do chyba najbardziej turystycznej wioski w regionie- Capurganá. Zdecydowaliśmy się kontynuować naszą podróż i kolejną łodzią (z przemiłym, ale niemożliwym do zrozumienia czarnoskórym, siwym Panem sternikiem, który sterował łodzią z prawdziwie ułańską fantazją, zawsze na najwyższym biegu, nie zważając na fale) dostaliśmy się do Sapzurro.




wtorek, 5 lipca 2016

IP-Iquitos

Dojazd z Pucallpy:
Statkiem (la lancha): firm transportowych jest kilka. Polecaną czyli najbezpieczniejszą i z flotą w najlepszym stanie jest firma Henry. Odpływa z Puerto Henry, codziennie lub co kilka dni, trzeba się pofatygować osobiście do portu, żeby poznać datę i godzinę odpłynięcia. Przybliżoną, bo zawsze może się ona opóźnić o kilka godzin, do wieczora, następnego poranka, następnego popołudnia... Najlepiej być 2-3 godz przed planowym odbiciem od brzegu,  żeby móc wybrać sobie miejsce na hamak i je sobie zająć (rozwieszajac hamak oczywiście, rezerwacji brak). Najlepsze miejsca są na drugim pokładzie (pierwszy jest towarowy, ale generalnie chodzi o to, że im niżej, tym chłodniej), i jak najbardziej z przodu (żeby było daleko od silnika). Na tym pokładzie śpi znaczna większość  podróżujących, jest tłoczno i gwarno, ale bardzo milo i można poprzyjaźnić się  z tambylcami. My polecamy wybrać sobie miejsce w jednym ze środkowych rzędów- trzeba się trochę nagimnastykowac, żeby gdziekolwiek wyjść, ale jakby ktos chciał coś ukraść to ma trudne zadanie. Niektórzy podróżni wybierają najwyższy pokład,  żeby nie być w tłumie,  jednak tam jest bardzo ciepło w ciągu dnia i dodatkowo nie da się rozmawiać z powodu pracującego silnika. Większość statkow jest 4 pokładowa, ale zdarzają się też większe. W wioskach po drodze dosiadają się nowi pasażerowie i z powodu zajętego pierwszego pokładu idą na wyższe,  więc koniec końców nawet na samej górze jest sporo ludzi. Jeszcze innym wyjściem jest wykupienie kabinki, nie orientuję się,  ile to kosztuje, ale wiem, że wtedy dostaje się własną toaletę (jest ona położona tam gdzie inne toalety, ale ta ma kłódkę) i trochę lepsze jedzenie. W kabinie w trakcie dnia robi się gorąco, więc i tak jest się zmuszonym przebywać na hamakach na najwyższym pokładzie, póki nie zajdzie słońce.
Tolalet jest około 8 do ogólnego użytku (na około godziny 150osob) każda ma prysznic (bardziej rura z kurkiem). Woda zarówno  z prysznica jak i z umywalek, to woda prosto z rzeki, może jakoś lekko przefiltrowana, ale nadal ma kolor rzeki. Lekko chłodna, ale nie lodowata, więc z kąpielą nie ma problemu. Trzeba pamiętać, żeby zęby myć wodą z butelki.
Wydawane są trzy posiłki dziennie, od pierwszego pełnego dnia po wypłynięciu. Desayuno=śniadanie 6:30- 250ml zupy mlecznej i 2 bułki, almuerzo=obiad 11:30- ryż z makaronem/ ziemniakiem z kawalkiem  kości kurczaka ( da się tam czasem znaleźć trochę mięsa) i łyżką grochu lub fasoli, cena=kolacja 17:30- rosół z makaronem/ ryżem z małym kawałkiem mięsa i gotowanym platanem. Na pokładzie jest sklepik, w którym coś tam można kupić, jakieś słodkie napoje i niewiele więcej.
Na pokład trzeba zabrać ze sobą: wodę/coś do picia i papier toaletowy. Warto zabrać też jakieś owoce i warzywa, które wytrzymają w cieple np mandarynki, pomarańcze, pomidory, papryki. Po drodze statek zatrzymuje się w około 6 wioskach. Z większości z nich na  statek przychodzą tambylcy sprzedawać grillowane ryby (1-5SOL), juanes (ryż w liściach maranta z kawałkiem kurczaka,  1SOL) owoce (arbuz, papaja, banany), porcjowane ciasta, popcorn w paczkach, chipsy z platanów (0,5SOL), napoje gazowane (2,5L, 5SOL) i wodę.
Samolot może być alternatywą dla statku. W centrum Pucallpy można znaleźć biura firm latających do Iquitos.
Nocleg: DO UZUPELNIENIA

niedziela, 26 czerwca 2016

IP- Pucallpa

Dojazd z Limy, patrz IPP-Lima
Nocleg- w centrum jest kilka hoteli i hosteli (okolo 50SOL/ pokój 2osobowy, jak się ktoś potarguje, to można zejść nawet do 40SOL). W Yarinacocha, wiosce kolo Pucallpy, jest ciszej i w poblizu jest jeziorom, nam wydawał się to lepszy pomysł na nocleg, koszt dojazdu motorikszą z Pucallpy 7SOL za kurs, noclegi za 40-35SOL (po targowaniu się)
Nie ma problemu z bankomatami, są na głównym deptaku, kafejke internetową też można tam znaleźć.

piątek, 24 czerwca 2016

IP-Lima

Nocleg: dzielnica La Perla 20Sol/ noc/os; nocleg sam w sobie był całkiem ok (jak za tą cenę),  ale nie polecamy go ze względu na dojazd do cenrum, który trwał ponad godzinę i do łatwych nie należał. Transport w Limie jest dość trudny do poznania, miasto jest bardzo duże, a autobusy nie mają nigdzie opublikowanych tras i przystanków. Co więcej nawet mieszkańcy nie orientują się dokładnie co, gdzie i skąd jeździ (info turystyczne też zresztą nie do końca). Dlatego lepiej jest mieszkać w okolicach  Metropolitano (takie metro, tylko że w formie autobusu)- ma ono dobrze wyznaczoną trasę, z której nie może zjechać i dobrze oznaczone przystanki, na których zatrzymuje się zawsze i nigdy nie zatrzymuje się między nimi. Ponadto ma wydzielony pas, więc omija straszne korki. Najpopularniejszą dzielnicą (baaardzo turystyczną,  ale przez to bezpieczną i o natężeniu dźwięku pozwalającym na rozmowę i normalne funkcjonowanie) jest Milaflores. Nie ma to nic wspólnego z prawdziwą Limą. Ale naprawdę w centrum nie da się wytrzymać dłużej niż te kilka godzin poświęconych na zwiedzanie.
Metropolitano  2,5/przejazd/os
Autobus 1,5; bus 2,0 sol, zależnie od dystansu
Obiad: 9,5 za zupę, drugie i picie (herbata/ kawa / refresco/ limoniada)
Dojazd Lima-Pucalpa: firm jest bardzo dużo, chyba wszystkie mają biura zlokalizowane w okolicy estadio nacional przy ulicy Vía Expresa. My jechalismy MOVIL BUS, bilety podstawowe kosztują 105SOL,  w promocji 75, VIP 185. W cenie 3 posiłki, droga trwa 20h, autobus odjeżdżał o 12:30.

środa, 22 sierpnia 2012

IP- podróż powrotna, czyli JAK DOJECHAĆ ZE STAMBUŁU DO POLSKI


JAK DOJECHAĆ ZE STAMBUŁU DO POLSKI drogą lądową.

Istanbul- Kapikule
Cena 14,5 LT/os, granicę można przekroczyć pieszo. Najbliższa miejscowość (jest tam kolej) jest oddalona od granicy 15km, żeby się tam dostać trzeba łapać stopa, co akurat w tym miejscu do łatwych nie należy. Przed nami 2 chłopaków (rodaków) łapało stopa prosto do Polski i stali 27h. My staliśmy 60 min łapiąc stopa do Sofii (problemem było to, że byliśmy w 2 osoby, często pokazywali, że mogą zabrać tylko 1os). Zresztą do niej nie dojechaliśmy, trafiliśmy do Haskova. W Stambule można kupić bilet kolejowy bezpośrednio do Sofii lub bliższych miast w Bułgarii. Wtedy w cenie jest przejazd autobusem przez granicę do najbliższej stacji kolejowej w Bułgarii, my jednak postawiliśmy na stopa. I to chyba był błąd...
Haskovo- Plovdiv
Cena 6,20 BGN/os. Jeden pociąg dziennie jeździ do Sofii (ok 5:00-7:00). Do Plovdiv pociągi jeżdżą cały dzień.
Plovdiv- Ruse
Istnieją dwie opcje
1. Plovdiv- Sofia 20:31-22:50
    Sofia- Gorna Orjahovica 23:20-3:53
    Gorna Orjahovica- Ruse 5:08-7:25       Koszt: 29,4 BGN/os
2. Plovdiv- Stara Zagora 23:03- 09:01
    Stara Zagora- Ruse 10:55- 17:00          Koszt: 16,8 BGN/os
Z Ruse nie można przekroczyć granicy pieszo. My wzięliśmy taksówkę (10BGN) do mostu, a tuż przed mostem złapaliśmy stopa przez most (nie było to takie proste, ale w końcu ktoś się zlitował...), później kolejnego stopa do Bukaresztu. O 15:00 wyjeżdża pociąg do Bukaresztu z Ruse, o 13:00 autobus (chyba jest ich więcej) do Bukaresztu za 20BGN/os.
Bukareszt- Budapeszt
Dwa razy dziennie, o 14:30 i 19:00 jeżdżą pociągi bezpośrednie, które docierają po 13,5h (teoretycznie, bo nasz był nieźle spóźniony), cena 204,03 RON/os za miejsce siedzące, za kuszetkę 265RON/os. Nie ma sensu się bawić w kupowanie biletu do granicy, przejazdówki przez granicę i biletu od granicy, bo nie ma chyba żadnej różnicy w cenie, a miejsca są numerowane, więc nie wiadomo, czy nie zabrakłoby miejsca.
Budapeszt- Kraków
Autobus Orangeways (budynek naprzeciwko dworca PKS), cena 4800 HUF/os+ 5zł za bagaż. Inny przewoźnik to EuroLines, cena 4900 HUF/os. Bilety lepiej zarezerwować z wyprzedzeniem, bo jest na nie bardzo duże obłożenie.
Kraków- Wrocław
Link-Bus lub Lajkonik, cena 39zł/os (ze zniżką studencką chyba 32zł), jeździ kilka dziennie. Stanowczo odradzamy pociąg- 6h podróży, a tańszy ok 10zł.

Łączny koszt powrotu ze Stambułu do Wrocławia wyniósł 435zł na osobę (870zł za parę).

wtorek, 21 sierpnia 2012

Budapeszt




Już od momentu wyjścia z pociągu na dworzec poczuliśmy, że jesteśmy w najlepiej rozwiniętym kraju od ostatnich dwóch miesięcy. Czyste perony, oznaczenia, informacja w której chcą podróżnemu pomóc i nie patrzą bykiem. Początkowo planowaliśmy kupić bilet na najbliższy autobus do Krakowa. Całe szczęście, nie było już biletów i musieliśmy spędzić dwa dni w stolicy Węgier. Była to szósta stolica jaką odwiedziliśmy podczas Podróży. A licząc miasta, które kiedyś były stolicami (Mtscheta, Ani, Bursa, Stambuł) dziesiąta. 

Piękne miasto było miłym finiszem. Po kilku tysiącach kilometrów po mniej lub bardziej cywilizowanych drogach, miło było przejść się spokojnie po pięknym  Europejskim mieście a wieczorem wrócić do hostelu i napić się węgierskiego wina.


Dobre wrażenie jakie wywarł na nas Budapeszt, spotęgowało spotkanie z Moniką Doczi. Znajomą którą poznałem w autobusie relacji Fez – Erg Chebbi w Maroko! Jeszcze w Stambule umówiliśmy się z nią na spotkanie.

sobota, 18 sierpnia 2012

IP- Istanbul- informacje praktyczne

Transport


1.opcja: można kupić kartę za 7LT, którą doładowuje się dowolną kwotą w punktach oznaczonych jako AKBIL. Przy każdym pojedynczym przejeździe płaci się określoną kwotę: autobus 1,75LT (chyba że przejeżdża przez most nad Bosforem, to 3,5LT), tramwaj 1,75LT, prom 0,80LT. Jeśli w ciągu 1godz zmieniamy środek transportu, to opłata będzie niższa, kolejno; 1LT, 1LT, 0,60LT. Z karty może korzystać dowolna liczba osób, ale przy przesiadkach tylko pierwszy bilet będzie po niższej cenie.
2.opcja: zakup biletu przed wejściem do środka transportu. W inf turystycznej mówią, że to możliwe (w promach sami możemy sobie kupić żeton przed przejściem przez bramki, w tramwajach jest podobnie), ale zupełnie nieopłacalne.
3.opcja: karta automatyczna z wykupioną pewną ilością przejazdów, np za 10 przejazdów płaci się 23LT. Autobus przejeżdżający przez most zżera 2 przejazdy.
Zakupy
Stambuł jest droższy od innych miast w Turcji, dlatego polecamy się wszystkimi słodkościami i specjałami najeść wcześniej. Tańszy standard w Stambule (ceny za kilogram lub sztukę):

  • tulumba 7LT
  • daktyle suszone 6LT
  • morele suszone 3LT
  • tavuk/et doner 2,5/3,5LT
  • solona kukurydza twarda 10LT
  • kukurydza na ciepło 1LT
  • bułki niby maślane 1LT
  • ekmek (bułka z rybą) 0,75LT
  • pide (chleb) 1,75LT
  • pida z serem/mięsem/ziemniakami na ciepło 2LT
  • ser 10-12LT to najmniej
Ciuchy
Na południu od Grand Bazaar są dzielnice, specjalizujące się w wyrobach konkretnych produktów, także ubrań. Sprzedają je tam hurtowo, ale można kupować też pojedyncze sztuki, targować się, więc jest taniej. Raj na ziemi, ale trzeba poświęcić trochę czasu, którego my nie mieliśmy, więc jestem nienasycona. 
Pamiątki
Konkurencja jest duża, więc i ceny są niskie. Nie należy jednak nic kupować przy większych atrakcjach turystycznych i na Grand Bazaar, bo tu ceny są najwyższe, chociaż też da się znaleźć pamiątki po okazyjnych cenach. Lepszy  jest Bazar Egipski i uliczka wychodząca na północny- zachód od niego (najpewniej Hasircilar Cd przedłużająca się w Kutucular Cd). Tam nadal jest całkiem turystycznie, lecz ceny są mniej wygórowane niż na Grazd Bazaar. Prawie wszędzie można się targować pomijając właśnie Grand Bazaar (sprzedawcy są rozwydrzeni, jak małe bachorki). Uliczki na południe od Egipskiego Bazaru wypełnione są sklepami z pamiątkami oraz biżuterią i nastawione są na handel, więc ceny są niższe, a sprzedawcy chętnie się targują. Na zewnętrznej południowej ścianie Egipskiego Bazaru są stragany z ubraniami (często męskimi i butami).
Przykładowe ceny (w LT):
  • zakładka 0,5
  • mała/ średnia torebeczka 1,0
  • duża torebeczka ze sznurkiem na ramię 3,0-7,0
  • oko proroka 1,0
  • breloczki z okiem proroka 1,0
  • nargile (szisza)- mała szklana 15+ 5 pudełko; mała ceramiczna 20; duża szklana 30
  • tytoń do nargile (125g, UWAGA! chcą wcisnąć melasę beztytoniową- nikotyn free) 5,0 
  • węgielki do nargile 5,0, my stargowaliśmy do 2,0
Zwiedzanie- wskazówki
Zwiedzanie Topkapi Palace, Chora Museum, Aya Sofia:
- Topkapi Palace (25TL)- Zwiedzanie wielkich atrakcji najlepiej zacząć właśnie od niego, w kolejce po bilet ustawić się pół godziny przed otwarciem (9:00). Jeśli blet kupiło się poprzedniego dnia, to można zająć miejsce w kolejce przy wejściu głównym. Rano tłumek oczekujących jest dość mały, co po południu diametralnie się zmienia. Bardzo rośnie też liczba zwiedzających w samym pałacu. Dobrze zacząć od zobaczenia skarbca (Treasure), który składa się z dwóch pokoi, a tuż po nim odhaczyć muzeum naprzeciwko, gdyż tam tworzą się największe kolejki. Harem można zwiedzić po nich, kolejki nie są duże, bo nie wszyscy odwiedzający Topkapi Palace wykupują dodatkowy bilet do Haremu (15TL). Ponoć jest limit osób przebywających w środku (60), chociaż my tego nie zauważyliśmy.
- Chora Museum (15TL)- można zwiedzać nawet w środku dnia, turystów jest tam znacznie mniej niż w Topkapi czy Aya Sofia. Może być to spowodowane jedynie oddaleniem od Sultanahmet, bo kościół naprawdę wart jest odwiedzenia i swojej ceny. Dojazd: autobus 32 z dużego przystanku obok Galata Bridge, trzeba wysiąść na pierwszym przystanku za boiskiem do piłki nożnej, które będzie po prawej stronie.
- Aya Sofia (25TL)- najmniej ludzi jest wieczorem przed zamknięciem. Ostatnie wejście jest właśnie o 18:00 (zamknięcie o 19, uwaga, mogą nastąpić zmiany!), a 1 godzina, która zostaje do zamknięcia w zupełności wystarcza do zobaczenia zabytku. Strażnicy zaczynają wyganiać ludzi dopiero o 19:20. Czasu powinno starczyć na zobaczenie i obfotografowanie wszystkiego, chyba że ktoś naprawdę wolno zwiedza, jest wielkim pasjonatem lu ma skośne oczy.

Istnieje możliwość kupienia biletu wspólnego na powyższe atrakcje tzw Museum Pass Istanbul (72TL), który obejmuje:

  • Chora Museum
  • Hagia Sophia Museum
  • Topkapi Palace Museum
  • Harem Apartments
  • Istanbul Archeological Museum
  • Istanbul Mosaic Museum
  • Museum of Turkish and Islamic Arts
Słyszeliśmy, że na kartę ISIC wstęp do wielu miejsc jest bezpłatny, ale dowiedzieliśmy się już po powrocie do Polski. Nie ma zniżek na kartę Euro26, przynajmniej nikt się do tego nie przyznał, jak pytaliśmy.

Wycieczka po Bosforze- nie trzeba jej szukać, ona znajdzie Ciebie. Wystarczy znaleźć się w okolicach przystani promowej w okolicach Galata Bridge. Koszt- 10LT za 2h- do drugiego mostu na Bosforze (Fatih Sultan Mehmet Köprüsü) i z powrotem.

niedziela, 12 sierpnia 2012

sobota, 11 sierpnia 2012

IP- Bursa

Wyjazd
Żeby wyjechać z Bursy na drogę do Stambułu, gdzie można łapać stopa, trzeba dojechać do ostatniego przystanku metra Azabayadagi i z jego okolic złapać dolmus do Kestel. Kierowca ciągle jedzie główną, w pewnym momencie skręcił w lewo na jakieś "osiedle", wrócił znowu na główną. Później skręca z głównej w prawo kierując się na Kestel, na tym skrzyżowaniu trzeba poprosić o wysadzenie,  jest to już prawie poza miastem, w okolicy jakiejś stacji benzynowej.

Przez Bursę do Eskisehir


Stare miasto w Bursie
Po pożegnaniu z Birkanem ruszyliśmy w dalszą drogę. Zamierzaliśmy pojechać do Eskisehir, żeby spotkać się z Furkanem, naszym znajomym z Kayseri, który odwiedzał swojego kolegę. Wcześniej jednak chcieliśmy poświęcić około pół dnia na zwiedzanie Bursy. Podczas tej podróży, miało miejsce ciekawe zdarzenie. Otóż siedzieliśmy w TIRze, którego kierowca nie jechał do Bursy, tylko kawałek w jej stronę. Nagle, na czerwonym świetle na skrzyżowaniu, wychylił się przez okno, grzecznie przywitał się z kierowcą sąsiedniej ciężarówki (Salamaleikum Efendim) i… załatwił nam bezpośredni transport!
Jako, że droga była długa, tuż przed Bursą urządziliśmy sobie nocleg nad jeziorem. Było to dla nas szczególnie miłe miejsce, bo po raz pierwszy od miesiąca leżeliśmy na soczyście zielonej trawie, pod normalnym, liściastym drzewem!
W Bursie można by spędzić więcej niż na to przeznaczyliśmy, ale czas nas powolutku zaczynał gonić. W dawnej stolicy Imperium Osmańskiego jest kilka ładnych meczetów, autentyczny bazar i pewnie wiele innych rzeczy, których nie zdążyliśmy zobaczyć. Bursa nie jest „nasączona” turystami, gdyż większość wycieczek przyjeżdża tutaj na jeden dzień ze Stambułu. Zabytki do tych w Stambule zupełnie się nie umywają, ale bazar jest bardziej autentyczny. Po wydostaniu się z Bursy i długiej drodze do Eskisehir, pokonanej z dwoma panami TIRowcami, którzy co rusz się zatrzymywali. A to żeby kupić owoce a to żeby napić się herbatki. Za każdym razem żartowali sobie i przedrzeźniali jak mali chłopcy.
Furkan i Akif
W Eskisehir miło spędziliśmy czas z Furkanem i Akifem. Jako, że w tym studenckim mieście, słynącym z wydobywania Mershaum, tzw. Pianki Morskiej niema nic szczególnie ciekawego, mieliśmy dużo czasu na rozmowy. Akif pochodzi z Kayseri, gdzie chodził do szkoły z Furkanem. Jest religijny. Chętnie opowiadał nam o islamie i odpowiadał na nasze pytania.  Pokazał nam Koran i opisał co znajduje się w kilku surach. Na pamiątkę dostałem od niego Tasbih – islamski różaniec. Poruszyliśmy też kilka trudnych tematów, takich jak potencjalną przynależność Turcji do Unii, problem morderstw honorowych czy relacji Turecko-Kurdyjskich. Cieszę się, że udało nam się spotkać z Furkanem drugi raz. Zawsze wzmacnia to więzi i daje większe prawdopodobieństwo kolejnego spotkania. Furkan tak jak my, chce za rok jechać na Erasmusa do Hiszpanii, może uda nam się spotkać!

piątek, 10 sierpnia 2012

IP- Izmir

Transport
1. opcja- karta na 3 lub 5 przejazdów, droga ok. 2,25LT za jeden przejazd
2. opcja- jeśli ma się specjalną kartę elektroniczną na transport miejski (można ją kupić przy stacjach metra), to doładowuje się ją w automatach,za przejazd jest wtedy 1,75 za przejazd wszystkimi środkami transportu publicznego
Jedzenie
mała knajpka rybna koło stacji promu Konak, smaczna i tania
Wyjazd z miasta
żeby łapać stopa w kierunku Bursy- trzeba dojechać do stacji metra Bornova, podejść kawałek do wyjazdu w kierunku Bursy

środa, 8 sierpnia 2012

Od Efezu do Izmiru

Zachodni kraniec Turcji
Z Pamukkale wydostaliśmy się prosto, łatwo i przyjemnie. Wieczorem spędziliśmy naszą ostatnią w tej Podróży noc na plaży, przy luksusowym Pamucak. Fakt, plaża przepiękna! Stojąc wieczorem nad wybrzeżem Morza Egejskiego pękałem z dumy. Przejechaliśmy stopem CAŁĄ AZJĘ MNIEJSZĄ! Od granicy z Iranem, przez południowy Kurdystan, brzeg Morza Śródziemnego aż do zachodniego krańca Turcji!
Ale to jeszcze (na szczęście!) nie koniec Podróży. Następnego dnia był Efez. Trzecia stolica Cesarstwa Rzymskiego zachowała się najlepiej ze wszystkich miejsc w których byliśmy. Niestety było drogo i tłoczno, mimo wczesnej pory zwiedzania.
Bo lubię ładny widok rano, z sypialni...
Tego samego dnia wieczorem dotarliśmy do Izmiru, z którego zostało nam wiele miłych wspomnień. Poznaliśmy tam Birkana (CauchSurfing) i jego kilku znajomych. Jest to grupka „zrelaksowanych” studentów, podchodzących do islamskich reguł dość liberalnie. Jak to powiedział Birkan: „My też celebrujemy ramadan. Codziennie go opijamy!”
Przeturystyczny Efez
Żyją we trzech w studenckim mieszkaniu i prowadzą typowo studencki tryb życia. Spędziliśmy z nimi świetny wieczór, podczas którego oprowadzili nas po studenckiej Bornovie, czyli jednym z „miast” trzy milionowego Izmiru. W nocy panuje tu naprawdę fajna atmosfera. Jest bardzo dużo ludzi a przydrożna puby i bary tętnią życiem. Zostaliśmy poczęstowani miejscowym przysmakiem – baranimi flakami, które nasi znajomi tradycyjnie jedzą po kilku piwach. Kolejnym przysmakiem, były małże z ryżem, serwowane bezpośrednio z przyczepki samochodu.
Izmir
Poza Bornovą, cały Izmir zrobił na nas przyjemne wrażenie. Nie ma tu jakiś szczególnych zabytków i miejsc, do których mogliby pielgrzymować turyści. W tym mieście o przepięknej lokalizacji wzdłuż zatoki, wartko toczy się zwyczajne, codzienne życie. Birkan mówi, że dla tego przeprowadził się do Izmiru ze Stambułu. Nie wytrzymywał problemów z komunikacją miejską i uciążliwością funkcjonowania w dwudziestomilionowym molochu. Trzy milionowe „miasteczko” jest do życia znacznie przyjemniejsze.
Od lewej: Birkan, Koray, Bilal
Birkan urodził się w Bułgarii. Jednak z pewnych powodów, prawdopodobnie jakiś szykan politycznych, Turkom w Bułgarii zaczęło powodzić się bardzo źle. W związku z tym rodzice postanowili przenieść się do Turcji. Birkan zły jest na to, że jego ojciec zrzekł się bułgarskiego obywatelstwa. „Jeśli oni nas nie chcą, to ja nie potrzebuję ich obywatelstwa” – mówił. Wkrótce po tym, Bułgaria wstąpiła do Unii Europejskiej, i Birkan miałby możliwość podróżowania po całej Europie i wielu krajach poza Europą bez wiz. Teraz, żeby wyjechać na kurs językowy na Maltę, musi wiele przedsięwziąć. Samo czekanie na decyzję zajmuje kilka miesięcy. Dochodzą dodatkowe koszta i np. problem z rezerwacją biletu lotniczego. Efekt jest taki, że niecały miesiąc przed wyjazdem, wciąż nie wie czy dostanie wizę czy nie.
Bez powyżej przedstawionych problemów, do Unii mogą wjechać Turcy posiadający specjalne paszporty. Żeby dostać taki paszport, trzeba mieć w rodzinie urzędnika państwowego, np. nauczyciela (ale tylko z długim stażem), albo pracownika ambasady. Z tego co wiem, to taki pracownik może nawet załatwić specjalny paszport dla kogoś spoza rodziny. Niestety, widać Birkan niema takich znajomości.
Ta sytuacja trochę przypomina podział na lepszych i gorszych obywateli. Ale może z czasem się to zmieni. Mam nadzieję, że z wyjazdem na międzynarodowe zawody piwne we Wrocławiu, na które się umówiliśmy, nie będzie żadnych problemów. Tak doniosły powód przecież musi wystarczyć!